- Dziewiątego września Kościół w Polsce oddaje liturgiczną cześć Błogosławionej Anieli Salawie (9.IX.1881 r. - 12.III.1922 r.). Także parafianie w Śleszowicach włączają się w kult tej Błogosławionej. W naszym kościele jest piękny obraz Błogosławionej Anieli, jest to obraz namalowany przez pana Józefa Sumerę - konserwatora z Mucharza. Obraz pana Józefa jest swobodną kopią, chyba najbardziej znanego wizerunku Błogosławionej Anieli autorstwa St. Jakubczyk (patrz zdjęcie). Obraz ten jest fundacją ks. Proboszcza Stanisława
Salawy, dla swych parafian. On sam jest wielkim czcicielem tej Błogosławionej.
- Myśl malarza błogosławionej Anieli jest bardzo głęboka, wśród pięknych polskich kwiatów - najpiękniejszym kwiatem jest Błogosławiona Aniela
Salawa. Czy to prawda? Czym może zaimponować nam prosta polska dziewczyna z podkrakowskiej wsi
Siepraw, która w wieku 16 lat udaje się do Krakowa, by tam spędzić resztę swego życia, w sumie przeżyje tylko 41 lat - w tym, przez prawie 20 lat pędzi życie służącej u bogatszych rodzin krakowskich. Czym nam może zaimponować ta dziewczyna? A jednak, co jest na rzeczy, skoro, chociażby Nasz Ojciec Święty wymieniając imiona świętych polskich, także i w czasie ostatniej pielgrzymki po Polsce, zawsze wymienia wśród nich i błogosławioną Anielę, podkreślając tym samym, że jest to święta szczególnie dana nam na nasze czasy.
W tym roku 9.IX Pan Bóg dał mi tę łaskę, że nawiedziłem Siepraw i modliłem się w XVII wiecznym kościele błogosławionej Anieli, kościele pięknie odnawianym przez obecnego księdza proboszcza parafii Siepraw - ks. kanonika Piotra Kluskę, kościółek ten bowiem spalił się i przez parę lat był w ruinie, zanim zapadła decyzja o renowacji. Modliłem się przy chrzcielnicy, przy której ochrzczono błogosławioną Anielę. Jak mówi ksiądz proboszcz - dużo pielgrzymów przybywa do
Sieprawia, do kościoła błogosławionej Anieli. Dlaczego przyciąga ich błogosławiona Aniela? Nie sposób wyczerpująco odpowiedzieć na to pytanie, każdego zapewne pociągnęła czym innym, przecież święci są dla nas wzorem do naśladowania.
- Ja dzisiaj ukażę tylko od jednej strony jej piękno przed Bogiem. Aniela jest dziewicą Bogu poświęconą. I taką pozostała przez całe życie. Oddała się Bogu całkowicie, tylko Bóg był jej jedynym Oblubieńcem. Bardzo pięknie ten rys błogosławionej Anieli opracowała siostra Jadwiga Stabińska OSB ap w książce "Z nadmiaru miłości. Życie wewnętrzne Anieli
Salawy" - wydanej przez Akademię Teologii Katolickiej w 1987 r. Pozwolę sobie fragment tej książki - z rozdziału II - pierwszy akapit - Dziewica Bogu poświęcona - przytoczyć: "W roku 1956 wyższe przełożone zakonów żeńskich w Polsce w liście postulacyjnym o wyniesienie na ołtarze Anieli Salawy podkreśliły, że jest ona przykładem zachowania tej cnoty, o której papież Pius XII wypowiedział się pochwalnie w encyklice Sacra virginitas (Święte dziewictwo - tłumaczenie własne). Po 30 latach dziewictwo Anieli wiążemy z bliższym nam dokumentem Kościoła, z Kodeksem prawa kanonicznego z roku 1983. Kanon 604 tego Kodeksu dał, raczej przywrócił Kościołowi stan dziewic, jako stan życia konsekrowanego. Przywrócił, bo cofnął się do pierwszych wieków chrześcijaństwa. Te osoby niezamężne, które podejmowały się prowadzić życie dziewicze, otrzymywały osobny obrzęd, dotychczas zwany konsekracją dziewic. Z upływem stuleci obrzęd ten zachowały tylko niektóre zakony mniszek. Obecnie staje się on znowu dostępny niezamężnym i nienagannego życia kobietom świeckim. Mogą one się zrzeszać, ale mogą żyć osobno. Na mocy tej konsekracji zostają poślubione Chrystusowi i przeznaczone na służbę Kościoła. Aniela Salawa spełniałaby wszystkie warunki dopuszczenia do konsekracji dziewic. Może kiedyś o niej słyszała? Czytała przecież życie św. Gertrudy, mniszki konsekrowanej. To pewne: nie myślała o tym obrzędzie dla siebie samej. Ważniejsze: została wewnętrznie konsekrowana, stała SIĘ DZIEWICĄ POŚWIĘCONĄ Bogu, Chrystusowi. Wypełniły się w niej, przepisane przez nią słowa flamandzkiego mistyka, bł. Jana Ruusbroecka (podajemy to nazwisko według pisowni obecnie przyjętej): Jezus odzieje nas płaszczem czystości, którym jest On sam. Z jej postaci, z jej oczu promieniowała taka czystość, że nazywano ją świętą panienką, świętą dziewicą.
- Zachowanie czystości kosztowało ją wyjątkowo dużo. Młodziutka Aniela Salawa spodobała się komuś już w
Sieprawiu. Bartłomiej Salawa z małżeństwem tym wiązał nadzieję na przekazanie zięciowi kuźni i zmuszał do niego córkę. Aniela uciekła do Krakowa, aby nie pogrzebać swego wczesnego pragnienia: życia w czystości, życia w zakonie. Najbardziej pragnęła Karmelu, życia kontemplacyjno-klauzurowego. Zgłosiła się do tego Karmelu, ale jej nie przyjęto. Odmówiono jej także przyjęcia do Urszulanek, wtedy zakonu klauzurowego, ale o profilu apostolsko-wychowawczym. Wynalezione powody odmowy: brak zdrowia i posagu wydają się być raczej pretekstami. Do ówczesnego drugiego chóru nie pasowała zupełnie dziewczyna, która wyglądała prawie na hrabiankę i posługiwała się językiem literackim. Z braku wykształcenia i posagu nie odpowiadała także warunkom, stawianym zakonnicom pierwszochórowym. W ówczesnych klasztorach brakowało dla niej miejsca. Aniela nie doszła nigdy do tej prawdy. Z czasem cieszyła się nawet, że jako osoba świecka może bardziej umartwiać się i poświęcać, niż w klasztorze. Pokochała własne powołanie dziewictwa poświęconego Bogu w świecie. Z zakonami żeńskimi łączyła ją nić sympatii, znała niektóre siostry. Marzenie o klasztorze odżyło tuż przed jej śmiercią w skromnej formie: chciała spędzić w nim parę dni, jeden dzień tylko. Znowu nigdzie jej nie przyjęto. Pocieszyła się myślą, że przyjmie ją Pan Jezus.
- Około roku 1900 Aniela Salawa złożyła prywatny, dozgonny ślub czystości w konfesjonale o. Stanisława Mielocha
SJ. Spowiednik nie dopuścił jej od razu do tak ważnego aktu. Chwila ta okazała się zwrotna w jej życiu: wówczas Aniela całkowicie oddała się Bogu. Ojciec Mieloch miał słuszność w roztropnej długomyślności, która jednak nie przeciągnęła się nad rok, półtora roku. Znana nam ze zdjęcia uroda Anieli w rzeczywistości była daleko większa. W jej twarzy kontrastowały i uzupełniały się trzy kolory: czerń, biel i karmin. Czerń oczu oraz ich oprawy, czerń falujących włosów, biel cery, karmin warg i rumieńców. Urodę podnosiły: smukła sylwetka (ponad 165cm), drobne ręce, harmonijne ruchy, miły głos, ujmujący uśmiech. Te walory naturalne Aniela podkreślała twarzowym strojem. Ważna dla niej, choć wtedy wysublimowana kwestia ubrania, odzywała się nawet w jej późniejszych przeżyciach mistycznych: "Nędznie jestem bardzo ubrana, tak ubożuchno bardzo". Młoda Aniela ubierała się barwnie i elegancko, dla własnego zadowolenia, dla ogólnego podziwu. Dosyć szybko przestawiła swoje cele. Ubierała się gustownie - dla łaski poświęcającej, zgodnie ze wskazaniami swego ulubionego modlitewnika - Głos synogarlicy: Oblecz mię, Zbawicielu mój, w królewską łaski Twojej szatę, aby dusza moja w oczach Twoich ozdobna była (s. 15). Stopniowo, z wiekiem - dla kobiety lata stateczne zaczynały się wtedy po trzydziestce - oraz zgodnie z przepisami tercjarskimi, Aniela wybrała kolory bardziej stonowane: czarny, granatowy, kremowy i biały. Odpowiadając typowi jej urody, wnosiły one pewną surowość do jej stroju, zawsze porządnego i zadbanego.
- Uroda i elegancja narażały Anielę na zaczepki i napaści mężczyzn. Kiedyś, w bliskim zagrożeniu czystości, nocowała u Heleny Ławrowskiej, innym razem obroniła się pogrzebaczem... Wypadki te należały do łatwiejszych, bo uwodzicielami bywali przygodni znajomi lub nieznajomi. Sprawa wyglądała gorzej, gdy w roli tej występowali panowie domów, w których służyła. Tak przytrafiło się jej za pierwszym razem. Gdy po domu plątało się troje drobiazgu, a żona spodziewała się czwartego dziecka, pan domu postanowił spróbować szczęścia u nieletniej służącej. Nie chciał, oczywiście, robić rwetesu i narażać się żonie. Naiwna Aniela zdumiała się, że taki wielki pan - daleko mu było do wielkopaństwa - zapragnął jej, wiejskiej dziewczyny. Nie była jednak aż tak naiwna, aby dłużej pozostawać w tym domu. Podobny wypadek zaskoczył ją w niedługim czasie na nowej posadzie. Znowu, gdy żona spodziewała się dziecka, Aniela odebrała nieoczekiwaną wizytę pana domu w wiadomych zamiarach. Z płaczem opuściła tę dobrą służbę. Młoda dziewczyna zachowywała się bardzo dojrzale. Nie zdradzała się przed paniami z rzeczywistego powodu swego odejścia, nie skłócała małżeństw. Pierwszą posadę po Fischerach Aniela zmieniła, bo za bardzo nadskakiwali jej dwaj panowie, nowi chlebodawcy. Za wiele wiedziała o życiu, aby nie dobiegł jej sygnał ostrzegawczy. Cokolwiek byśmy powiedzieli o Edmundzie
Fischerze, musimy bezstronnie przyznać, że szanował on Salawę. Gdy zapragnął kochanki, sprowadził sobie panią Martę.
Na czystość Anieli zastawiało się jeszcze inne zagrożenie - małżeństwo. Wielu mężczyzn pragnęło zbałamucić, wykorzystać ładną i biedną dziewczynę, ale trafiali się również tacy mężczyźni, którzy zamierzali ożenić się z nią uczciwie. Wiemy, że o Anielę na służbie starał się jakiś
sieprawianin, że jeden z jej konkurentów zabiegał o nią przez jej siostrę, Eleonorę. Zamążpójście nie równa się zamążpójściu, jak to Aniela stwierdzała na przykładzie sióstr rodzonych. Przynajmniej raz trafiał się jej związek małżeński, który podniósłby ją do pozycji towarzyskiej jej pań, niekiedy ponad pozycję niektórych jej pań. Kraków Anieli Salawy przeżywał ożenki z gospodarskimi córkami Włodzimierza
Tetmajera, Lucjana Rydla, Stanisława Wyspiańskiego... Uśmiechano się z pobłażaniem: artystom przysługiwało prawo popuszczenie wodzy fantazji również w taki sposób. Lecz żaden solidny inteligent mieszczanin nie brał za żonę dziewczyny wiejskiej, tylko posażną pannę z towarzystwa. Natomiast Salawie trafiała się możliwość poślubienia solidnego inteligenta mieszczanina. Aniela, już przeszło trzydziestoletnia, tak spodobała się pewnemu oficerowi austriackiemu, że postanowił się z nią ożenić. Udał się w tym celu do pana
Fischera, który przyjął go paradnie, w salonie. Wspomniany oficer zapewnił, że Anieli będzie z nim dobrze, bo jest jedynym synem fabrykanta obuwia. Wprawdzie pan Fischer nie przewidywał, że Aniela zgodzi się na tę propozycję, lecz poszedł do niej, do kuchni, aby pomówić w tej sprawie. Wrócił z niczym, bo Aniela orzekła, że szkoda było jego fatygi. Do salonu oczywiście nie zajrzała.
Salawa mogłaby, gdyby chciała, otrzymać dyspensę, od złożonego ślubu czystości. Nigdy jednak o tym nie pomyślała. Dochowała doskonałego dziewictwa ciała i duszy; własnym zdaniem nie rozłączyła się z Bogiem przez grzech ciężki.
Jej dziewictwo stawało się apostolstwem. Wpajało dziewczętom przekonanie, że one, tak pomiatane, są czymś wielkim przed Bogiem, gdy są czyste. Uzbrajało je w walce o tę czystość. Aniela na pewno cieszyła się i chlubiła swoim dziewictwem, ale tylko w Panu, to znaczy z pokorą (Z nadmiaru miłości, s.30-35).
- Drodzy parafianie, patrząc na obraz błogosławionej Anieli Salawy w naszym kościele pamiętajcie, niech te białe kwiaty z obrazu kojarzą się wam nieodparcie z postacią tej błogosławionej - która jest takim białym, nieskalanym kwiatem przed Bogiem, przez swoje całkowite oddanie Bogu, przez swój ślub czystości, przez swoje poślubienie Boga na zawsze. Zapraszam do dyskusji, oczekuję na uwagi i refleksje.